Tagi


Inne Rzeczy
Niech ten blog będzie drogowskazem, jak szeregowy działacz polityczny ma rozumieć geniusz Wodza. Gdzie zachować bezwzględne posłuszeństwo idei Partii, a gdzie realizować swoje własne inicjatywy? Jak kochać Wodza? Na te i inne pytania odpowiedzą moje wpisy.
niedziela, 27 marca 2011

Domagam się wprowadzenia przepisów:

  1. O konieczności zatrudnienia przez każdą firmę, nawet jednoosobową, kapelana, który by chronił owieczki przez wilkami; wyznawana wiara (lub jej brak) przez szefów/właścicieli czy pracowników firmy nie ma tutaj nic do rzeczy, bo tylko Kościół Katolicki ma monopol na Prawdę przez duże P.
  2. Przywrócenia dziesięciny, bo Kościół Katolicki jest bardzo biedny.
  3. Wprowadzeniu immunitetu dla księży, bo to nie po bożemu, żeby wspaniałych kapłanów po sądach ciągać.

Żałuję także, iż niegdysiejszy pomysł PIS-u na wprowadzanie oficerów politycznych do firm został storpedowany przed podłych przeciwników politycznych (tak samo jak lekcje patriotycznej historii). Mogłoby być już teraz tak wspaniale.

  1. Oficer polityczny (tylko osoby z PIS-u) mógłby dbać o morale załogi i w odpowiedni sposób motywować załogę do bardziej owocnej pracy ku chwale ojczyzny.
  2. Mógłby organizować dobrowolne, ale przecież słuszne, więc obowiązkowe, cotygodniowe czyny społeczne, mające na celu pomoc/budowę/dbanie o pomnik Katastrofy Smoleńskiej.
  3. Kapłan i oficer polityczny wespół opiniowaliby każdą możliwą decyzję finansową firmy i ważne decyzje personalne (zatrudnianie, zwalnianie itd).

 

niedziela, 13 marca 2011

W wywiadzie dla gazety "Uważam Rze" (7-03-2011) pani Jadwiga Staniszkis kilka słów poświęciła Marcie Kaczyńskiej. Zgadzam się z tezą Staniszkis, iż dziewczyna nie wie właściwie, czego chce. Może chce być celebrytką, a może politykiem. Sesje zdjęciowe po śmierci rodziców ma już za sobą - każda piękna kobieta ma prawo zatańczyć nad grobem rodziców (może dlatego z takim  zapałem małe dziweczynki są katowane baletem itd.) Jeśli  zatem taką piekną sesję zrobiła sobie niegdyś Justyna Steczkowska, to dlaczego Marta Kaczyńska miałaby się tutaj opierać. Trzy "szczere wywiady" w  "Show", "Gali" wraz z sesją i w "Vivie" wraz z sesją - należy tylko pogratulować.

Nie przepadam za Martą Kaczyńską, ani za jej mężem. Istnieje ku temu wiele powodów. Jednak uważam, iż kwestie relacji uczuciowej miedzy tymi osobami należą wyłącznie do nim samych i do nikogo innego. Myślę, że tak uważa większość z nas. Z pewnym zdziwieniem więc przeczytałem  porady Jadwigi Staniszkis dla Marty Kaczyńskiej.

Podobnie jak wypowiedzi męża, którego powinna albo uciszyć, albo się z nim rozwieść. Ale nie powinna jego komentarzy dłużej tolerować - mówi znana socjolog.

Z Jadwigą Staniszkis można się zgadzać lub nie. Bardzo mi się podoba jej propozycja by dać się wyżalić Jarosławowi Kaczyńskiemu. Ja idę dalej i uważam, iż powinniśmy dać pełną władzę w kraju temu człowiekowi, żeby mu nie było smutno - Oddanie kraju pod opiekę Wodza - psychodrama dla J. Kaczyńskiego. Uśmiech na buzi geniusza wart jest każdej ceny. Proszę jednak Panią Jadwigę by nie pisała rzeczy, których nie rozumie. Sama przyznaje, iż jest pozbawiona zmysłu empatii.

Nie twierdzę tutaj, iż sam rozumiem uczucia. To wielka tajemnica i nigdy nie zostanie do końca poznana, nawet jeśli uda się wyznaczyć wszystkie związki chemiczne, poznać wszystkie połączenia neuronowe i inne mechniazmy obecne w organizmie czlowieka, gdy ktoś kogoś kocha.

Ten ktoś drugi wcale nie musi być bardzo miły, grzeczny, sympatyczny czy inteligentny. Wspaniale, kiedy tak jest. Nawet te niezbyt miłe chwile może rekompensować czas, gdy jest komuś z drugą osobą dobrze.

"Serce nie sługa" - te stare powiedzenie bardzo dobrze tutaj pasuje. Wiele kobiet lubi po prostu niegrzecznych chłopców, a taki na pewno jest Pan Marcin. To, że zachowuje się po chamsku, dyskredytuje go jako osobę publiczną, ale wcale nie musi oznaczać takiego zachowania w stosunku do małżonki. Zresztą tak umiał się chłopak zachować, że stryjek Pani Marty postanowił ułaskawić kumpla męża. Cóż może świadczyć lepiej o pozytywnej opinii o Panu Marcinie niż spełnienie małej próśby rodzinnej przez Wielkiego Prezydenta?

 

poniedziałek, 07 marca 2011

Pierwszy raz słuchając wielkiego przeboju "Kapeli znad Baryczy" nie mogłem nie polubić tej pięknej piosenki. Cała rodzina popłakała się i wszyscy głęboko przeżywaliśmy smutną przygodę polskiej geotermii. Jak większość moich znajomych nie moglismy się oderwać od utworu.

Piosenka tak naprawdę faktycznie ma tytuł "O geotermii":

Tu w Toruniu się zaczęło,
geotermia-wielkie dzieło!
Pomysł trafił do Zakonu,
tani prąd i ciepło w domu!
Pan Profesor Sokołowski,
naukowo zbadał wszystko,
Ojciec Jan zatwierdził wnioski,
dzieło przejął Pan Kozłowski,
no i Pan Profesor Szyszko!

Ref. A Ojciec Tadeusz,
jak Prometeusz,
wybiera ziemi ciepło dla ludzi,
dla każdej gminy,
każdej rodziny,
wielką nadzieję dla polski budzi!
A Ojciec Tadeusz,
nasz Prometeusz
klęcząc w Kaliszu prosi w pokorze,
niech każdej gminie,
każdej rodzinie,
opiekun rodzin w dziele pomoże!

Tu w Toruniu – Kopernika,
wiercą w ziemi, kładą rury,
geotermia nie fabryka,
dar od Boga i natury!
Krajem rządzi jednak klika,
której wyobraźnia chora,
jakby siadła jej psychika,
każe jak pies ogrodnika,
ugryźć Ojca Dyrektora!

Tu w Toruniu się poczęło.
"O obrotach" -wielkie dzieło!
Teraz radio,telewizja,
i medialna nowa wizja!
Chciaż nowy rząd jak Zeus,
już rozpętał pod nim piekło
to nasz Ojciec Prometeusz,/bis/
wyrwie ziemi prąd i ciepło!

Entuzjazm słuchania mija, gdy wniknie się głębiej w treść. Liczni i złośliwi krytycy mają tutaj trochę racji: piosenka odwołuje się do pogańskich mitów i przez to wikłamy się w liczne sprzeczności. Także dzieło Kopernika przez około 200 lat było na indeksie ksiąg zakazanych Kościoła Katolickiego, więc wzmianka o astronomie nie jest tutaj zbyt zgrabna.

Prometeusz zbuntował się przeciwko bogom, a przecież Ojciec Tadeusz zawsze postępował zgodnie z Wolą Bożą. Bogowie pogańcy w piosence to rząd, ale to nie zmienia faktu, że porównanie nie jest za szczęśliwsze. Jednak nie mam o to pretensji do tego wspaniałego zespołu.

Istnieje też takie pojęcie jak Kompleks Prometeusza, czyli postawa mająca na celu zdobycie  przewagi nad własnym ojcem. Dyrektora Tadeusza mogło zaboleć wspomnienie jego własnego ojca.

Autorzy tekstu nieświadomie poruszyli delikatny temat. Otóż bunt Prometeusza w mitologi greckiej jest dość podobny do wystąpienia Lucyfera w wierzeniach chrześcijańskich. Istnieje tutaj pewna analogia, choć mamy tutaj do czynienia z Prawdziwą Religią i z pogaństwem z drugiej strony.

W przypadku Prometeusza nie mamy wątpliwości, że jego wystąpienie jest słuszne, gdy tymczasem bunt Lucyfera musi budzić nasz sprzeciw. Jest jednak pewna rzecz, która bardzo mocno łączy te dwie postacie. Tą rzeczą jest wiedza. Lucyfer (łac. lux: światło oraz ferre: nieść – niosący światło) to niosący światło czyli wiedzę. To Prometeusz kradnący bogom ogień.

Można tutaj rzec, że zawsze możemy doszukać się jakiś ukrytych treści nawet w najbardziej pozytywnych przekazach i jest to prawda. Tak głęboko możmy drążyć, że każdą najwspanialszą ideę będziemy mogli skompromitować. Ten delikatny temat podobieństwa dwóch motywów kulturowych też można uznać za niezbyt niepokojący - prawda zawsze się obroni.

Niepokojące jednak jest to, że Ojciec Dyrektor przynosi nam tak dużą wiedzę o świecie. Poziom merytoryczny audycji jest tak wysoki, iż słuchacze audycji często mogą zagonić w kozi róg uniwersyteckich profesorów. Dowiodły tego np. bardzo merytoryczne dyskusje na antenie  Radia np. o wejściu Polski do Unii Europejskiej, o 11 września 2001 roku czy też dyskusje o katastrofie smoleńskiej. Słuchacze Radia Maryja w fachowy i w bardzo profesjonalny sposób ukazali prawdziwość spisku Tuska i Putina, obecność sztucznej mgły, fakt dobijania rannych itd. Nie wspominam tutaj o dyskusjach na temat ekonomii, podczas których specjaliści mogą tylko otwierać oczy ze zdumienia. To właśnie w Radiu Maryja można się było dowiedzieć, że zniszczenie World Trade Center było żydowskim spiskiem.

Jeżeli słuchacz Radia Maryja posiada większą wiedzę na dany temat od wiedzy ekspertów, to oznacza to tylko ogromny profesjonalizm Radia. Kilka lat słuchania Radia zapewnia wiedzę profesorską prawie w każdej dziedzinie.

Właśnie tutaj jest zawarta moja wątpliwość - czy przypadkiem Ojciec Dyrektor nie dostarcza zbyt dużo wiedzy swoim słuchaczom? Czy zamiast być tylko Prometeuszem z piosenki,  który chce tylko ogrzać ludzkie domostwa, mimowolnie nie staje się przypadkiem Lucyferem niosącym wiedzę? Czy nauka w Biblii o Adamie i Ewie nie jest krytyką zbytniej chęci poznania świata kosztem Boga?

Boję się tego, ale pewna perspektywa jawi mi się jako coraz bardziej realna. Obawiam się, iż Rodzina Radia Maryja wraz z absolwentami Wyższej Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu stanie się liderem badań naukowych w naszym kraju. Uniwersytety i instytuty naukowe mogą zostać przejmowane przez bardziej merytorycznie przygotowanych słuchaczy, bo kadra profesorska ucieknie w popłochu, gdy zobaczy swoje dyletanctwo.

Nic nie wspominam nawet o ludziach prowadzących audycję. Fakt, iż żaden z tych wielkich naukowców nie został jeszcze wyróżniony nagrodą Nobla, uważam za skandal i skutek podłych knowań.

Ojciec Jan Król w niesamowicie wyrafinowany sposób uratował Stocznię Gdańską i już za to powinien otrzymać Nobla z ekonomii. Prof. dr hab. Piotr Jaroszyński to najwybitniejszy filozof współczesny, ignorowany i marginalizowany przez koła naukowe. Dr hab. Jerzy Robert Nowak tak wspaniale bronił polskości w PRL-u, niedopuszczając do podłego spisku György Spiró. Sam Ojciec Dyrektor jest jednak tutaj postacią najjaśniejszą. Jego ogromna odwaga cywilna w latach PRL-u jest nadal legendarna. Nie można tutaj nie wspomnieć o heroicznej budowie Radia Maryja, Telewizji Trwam oraz Wyższej Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Inwigilowany i wyszydzany nie poddał się i nadal kontynuuje wielkie dzieło.

Mottem Wyższej Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu jest Fides, Ratio et Patria - Wiara, rozum i ojczyzna. Ten rozum mnie tutaj niepokoi. Czy nie jest tak, że sluchacze Radia Maryja mający ogromną wiedzę o świecie, nie podapną w grzech pychy? Żądni wiedzy i jeszcze większego poznania słuchacze mogą ulec wielkiej pokusie odwrócenia się od Boga.  Czy nie jest bardziej słuszne twierdzenie, że "ciekawość to pierwszy stopień do piekła"? To dziwna konkluzja, ale środowisko Radia Maryja zbyt wspaniale się rozwija i zaczynam bać się o duszę jednego z dwóch największych żyjących Polaków - o duszę Ojca Dyrektora Tadeusza Rydzyka.

Czy nie należło ufać wyłącznie Pismu Świętemu i nie cementować tak wspanialego środowiska naukowego wokół Radia Maryja? Czy przypadkiem Ojciec Rydzyk stawiając wiedzę na tak wysokim progu, nie głosi haseł lucyferiańskich? Mam nadzieję, że nie. Piękna piosenka "Kapeli znad Baryczy" porusza więc mimowolnie bardzo istotny problem.

piątek, 25 lutego 2011

Od razu wspomnę, iż nie będą tutaj prezentowane poglądy Jarosława Kaczyńskiego sprzed roku 1977. Będzie tutaj mowa o środkowym, dojrzałym okresie refleksji i o okresie współczesnym. Według mnie, myśliciel ten przeszedł drogę od inspiracji filozofią Martina Heideggera aż do podzielania poglądów Hegla. Obecny okres stanowi zatem "powrót do Hegla".

Myliłby się ten, kto myśli o Jarosławie Kaczyńskim jako o normalnym polityku. To człowiek niezwykły z wielu względów, także z powodu koncepcji filozoficznych, jakie ze sobą niosą jego poglądy. Gdy oczywiście weżmiemy pod uwagę jego poglądy jako tezy polityczne, są one skrajnie nieintelektualne i wydaje się, że nic poza bezpośrednią treścią, zwykle będącą odpowiedzią na bieżące wydarzenia, tam nie znajdziemy. Jest to także o tyle trudniejsze, iż wypowiedzi J. Kaczyńskiego często są lapidarne, hasłowe i bardzo mocno nacechowane treściami emocjonalnymi.

Komentatorzy i egzegeci słów Mistrza zwykle koncetrują się na bezpośrednim, politycznym  kontekście jego wypowiedzi, ewentualnie biorąc pod uwagę jeszcze kontekst metapolityczny. Oczywiście istnieje o wiele szersze tło jego poglądów, związane ze sferą przekonań filozoficznych.

Ktoś może tutaj zarzucić, że kolejny raz filozofia zjada swój własny ogon albo lepiej. że ktoś chce dorobić komus innemu "gębę", której rzeczony delikwent nie posiada. Osobie, która nie filozofuje i nie akcentuje tego kontekstu myślenia, przypisuje się tutaj pewne jasno określone poglądy. Funkcjonujemy jednak w kulturze, która stanowi system odniesień i jeśli poprzez określony kontekst zrozumiemy więcej, to z jakiej przyczyny pozbawiać się tak istotnej wiedzy?

Dlaczego znów mowa o Jarosławie Kaczyńskim, a nie np. o Donaldzie Tusku? Uprzedzajac tego typu pytanie grzecznie odpowiadam. Poglądy Jarosława Kaczyńskiego zawierają w sobie ogromną dynamikę, a mówiąc po ludzku, są po prostu interesujące. Zaś w przypadku Donalda Tuska możemy się tylko zastanawiać, czy jego filozofia nic-nierobienia to jakaś radyklana forma stoicyzmu, czy to średniowieczny kwietyzm, a może to wpływ myśli Schopenhauera czy może buddyzmu? Nic ciekawego, a J. Kaczyński to zupełnie inna historia.

Zatem jeśli Państwo zobaczycie znów dziwnie skrzywioną twarz Prezesa czy usłyszycie jego kąśliwą a mlaskającą uwagę, jeżeli Państwo będziecie mieć wrażenie, że Prezes bawi się w piaskownicy i za chwilę rzuci w kogoś łopatką albo co gorsza wiaderkiem z piaskiem, proszę o wejście na wyższy poziom refleksji, który jak mniemam, zostanie tutaj przedstawiony.

Następny wpis będzie poświęcony okresowi wpływowi Heideggera w myśli Jarosława Kaczyńskiego.

2011-03-07
Prezentacja poglądów Mistrza zostanie jednak poprzedzona koniecznymi wstępami. Pierwszy z nich to Jarosław Kaczyński a filozofia - powody podjęcia tak wielkiej pracy.

czwartek, 17 lutego 2011

Od kiedy pojawiło się hasło budowy pomników upamiętniających Katastrofę Smoleńską, łudziłem się, że przyniesie to określone efekty. Naiwnie myślałem, że akcja ta przyczyni się do poprawy kondycji naszego rodzimego przemysłu, nie tylko metalowego. Gdy weźmiemy pod uwagę to, iż pomniki mają stanąć w każdej gminie, zamówień na monumenty powinno być bardzo dużo.

Już oczami wyobraźni widziałem setki pociągów dostarczających rudy żelaza do naszych hut by wystarczyło stali czy żeliwa na pomniki. Monumentalne spusty surówki, hałas, niesamowita inscenizacja światła i dźwięku i to wszystko by uczcić ofiary naszej narodowej katastrofy. Ten widok rozgrzałby serca nawet największym wrogom budowy pomników.

Niedawno przeczytałem artykuł w pewnej gazecie, że w Świdnicy ma powstać pomnik upamiętniający katastrofę - link do artykułu. Gdy zobaczyłem makietę przyszłego pomnika, zamarłem.

Projekt pomnika katastrofy smoleńskiej

Projekt pomnika jest brzydki. Przypomina to jakiegoś grzyba albo coś inszego. Najważniejsze jest jednak to, że jest on za mały, wręcz niegodny takiej roli oraz to, że nie będzie to pomnik metalowy! Co twórcy chcą powiedzieć czekającym tylko na sygnał kolejarzom, hutnikom, odlewnikom, ślusarzom, kowalom, cementownikom, brukarzom, malarzom, magazynierom itd.? Co chcą powiedzieć, gdy tamtym już robota w rękach się pali?

To kolejny spisek Tuska i jego pomagierów. Nie ma dwóch zdań. Rząd nie chce by nasz rodzimy przemysł się odrodził. Skutecznie mąci w głowach nawet członkom PIS-u. A przecież mogłoby być tak pięknie. Rząd spiskuje, bo powinien od razu objąć tę jakże cenną inicjatywę swoim wsparciem i nie żałować grosza na tak wspaniały cel.

Myślę, że każdy się zgodzi, iż pomnik powinien w naturalny sposób odwzorowywać sytuację. Zatem rzeźba powinna zawierać naturalnej wielkości samolot oraz powiększone postacie Pana Prezydenta z małżonką (dwa razy większe od samolotu).  Pozy Pary Prezydenckiej powinny  być tryumfalne i wzniosłe. Aby powiększyć siłę wyrazu, małżonkowie mogą siedzieć każdy na swoim koniu w strojach rzymskich. Inne postacie mogą występować, ale w naturalnej wielkości. W zależności od lokalizacji mogą być to osoby z regionu lokalizacji danego pomnika. Głowy pary prezydenckiej powinny być odkręcane, by umożliwić godziwą pielęgnację tych najważniejszych elementów rzeźby. Teren pod budowę pomnika powinien mieć przynajmniej 1ha, a plac do marszów z pochodniami powienien zajmować conajmniej 4ha. Pomniki powinny powstawć w sercach miast i miasteczek, więc być może konieczne będą wyburzenia zabudowy. Na pewno przyczyni się to do upiększenia naszych miejscowości.

Nie trzeba tutaj wspominać o tym, iż pomnik miałby budowę modułową, a prefabrykaty nań się składające mogłyby być tworzone w różnych zakładach. Kadłuby samolotów mogłyby powstawać w stoczniach, a po wodowaniu byłyby transportowane rzekami i kanałami do miejsc docelowych. Wymagałoby to przebudowy części polskiej sieci wodnej, ale jeśli dla EURO 2012 buduje się autostrady, to dlaczego nie budować kanałów i nie kanalizować rzek dla tak wspaniałego celu? Jak by to napędziło naszą gospodarkę, o korzyściach można mówić godzinami. Huty, odlewnie, cementownie, stocznie i inne zakłady będą przecież pracować pełną parą.

Obok każdego pomnika powinien zostać postawiony Pawilon Pamięci. Tam licznie odwiedzający pomnik będą mogli dogłębnie dowiedzieć się wszystkiego o katastrofie, łącznie z niecną historią spisku. Obowiązkiem opieki nad pomnikiem zostałaby zaszczycona młodzież okolicznych szkół, która z radością i entuzjazmem pielęgnowałaby monument. Zostałyby zatrudnione oczywiście stałe osoby do ochrony pomnika jak dozorca, sprzątaczka czy też przewodnik (osoba zasłużona i mająca odpowiednie poglądy) oraz oczywiście kapelan z Rodziny Radia Maryja. Pawilon były ogrzewany wodami termalnymi na licencji Ojca Dyrektora.

Uważam, że już dzisiaj rząd powinien przyjąć Narodowy Program Budowy Pomników Katastrofy Smoleńskiej, a odmowę przyjęcia takiego planu uważam za zdradę narodową i kolejny dowód podłego spisku.

 

środa, 16 lutego 2011

Utwór pojawił się kilka mięsięcy temu w sieci, ale wart jest nadal popularyzacji. Lepiej niż niejedna poważna analiza pokazuje sprawę Smoleńska. Utwór był często i gęsto przesyłany e-mailami oraz wielokrotnie prezentowany na forach i na blogach, ale wiersza Nam lecieć nie kazano nigdy nie za wiele w sieci.

Nam lecieć nie kazano, wszedłem do kokpita
I spojrzałem na pole...trzeba brata spytać.
Jak przekonać pilota w mglistej atmosferze
By odwagą pokonał nieprzyjaciół wieżę,
Z której moskal przez radio próbuje dyktować
Prezydentowi Polski - gdzie ma wylądować.
Przez mgle dostrzeże prawdę człowiek wielkiej cnoty
Co przejrzał dziadów, małpy oraz palikoty.
I z czystym sercem powie, ze mgły tej przyczyna
Tkwi w potajemnym spisku Tuska i Putina.
Chcą mnie z drogi zawrócić i wysłać do Mińska.
Już widzę jak się cieszy pewna morda świńska.
Lecz ja się nie ulęknę broniąc racji stanu.
Już raz mnie zaciągnęli do Azerbejdżanu.
Wylądujemy tutaj, żeby zbaranieli
Jak Tusk, kiedy wkroczyłem na salę w Brukseli.
A w najgorszym przypadku - śmierć na posterunku.
Przynajmniej cały naród nabierze szacunku.
Tylko by nie mówili "Lechu-Kamikadze",
Najlepiej jeśli jeszcze brata się poradzę.
"Jarku, jest pewien problem i wygląda ślisko.
Ruskie chcą nas skierować na inne lotnisko"
"Ależ to oczywista przecież oczywistość.
Ze kłamią by nam zepsuć cala uroczystość.
Nie będzie nas kontroler wodził po manowcach.
Bo przecież to samolot na bazie bombowca.
Nawet gdy walnie w ziemie to się nie rozwali.
Powiedz wieży, że stoi gdzie zomowcy stali
Będziemy postępować tak jak było w planie.
Wiesz przecież co masz robić - Wykonać Zadanie.
A Błasik niech tam dobrze przypilnuje.
Zadzwoń ponownie do mnie jak już wylądujesz.
By Ci dodać otuchy - odmówię paciora,
I masz błogosławieństwo Ojca Dyrektora."
Czego nie powiedziano w tej rozmowie braci.
Że, by władzę odzyskać, trzeba czasem stracić.
"Gdybyś jednak wpakował rękę do nocnika.
Cały naród Cię uczci jako męczennika."

Autorem utworu jest prawdopodobnie internauta o nicku tigger1. Informacja ta pochodzi z blogu artnow.blox.pl z artykułu Nam lecieć nie kazano.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Prasa internetowa przyzwyczaiła nas do tego, że nawet w tytule artykułu zdarzają się "byki". Jednakże kiedy błąd występuje w tytule filmu, mamy do czynienia z kompletną porażką. No, może nie tyle błąd, co duża niezręczność.

Być może było to zamierzone, jeśli tak, to dowcip się nie udał. Być może miało być przewrotnie, ale to nie jest na pewno taka klasa filmu, żeby stosować tego typu gry słowne. Szczególnie, jeśli wyrażenie jest rusycyzmem (tak uwielbianym w nowomowie partyjnej jednej z prawicowych partii).

"Żeński" (ros. женский) może być rodzaj, tak się określa specyficzne dla płci pięknej części ciała. Słowo wyraźnie konkuruje z przymiotnikiem "damski" i w niektórych zastosowaniach wyraźnie się czuje, że jedno pasuje, a drugie nie.

"Żeński kwartet smyczkowy na niezapomniane chwile, takie jak Walentynki" pasuje, ale "wojna żeńska" już nie za bardzo. To brzmi niezgrabnie i jakoś nie po polsku:-) Takim samym dziwolągiem jest wyrażenie "bielizna żeńska".

Moim pierwszym skojarzeniem z filmem była wizja "żeńsziny" (przepraszam za niezgrabne fonetyczne naśladowanie języka rosyjskiego), solidnie zbudowanej niewiasty, wiodącej kobiety na barykady (Wolność wiodąca lud na barykady - Eugene Delacroix).

Wolność wiodąca lud na barykady

Autor tytułu filmu może miał na myśli aspekt biologiczny zderzenia kobiet z mężczyznami, co nie zmienia jednak faktu niezgrabności.

Być może ten przykład pokazuje w ogóle kłopoty języka polskiego z wyrażeniem damsko-męskich, czy w ogóle erotycznych subtelności. Albo mamy do czynienia z określeniami gramatycznymi albo z medycznymi, plus wulgarności.

W niczym to nie usprawiedliwia twórców filmu. Mogli popracować trochę nad tak ważną rzeczą, jaką stanowi tytuł filmu. Mnie niestety sam tytuł zniechęcił i nie zamierzam tego dzieła podziwiać.

P.S.

Istnieje jeszcze jedna możliwość. Tytuł jest prowokacją do dyskusji o relacji języka polskiego wobec kobiet i kobiecości:-) Jest to zatem metajęzykowa refleksja nad jezykiem polskim.

Kobieta w języku polskim może wieść tylko żywot gramatyczno-ginekologiczny. Role, które kobiety chciałyby grać w życiu w tym miejscu w tym czasie, są w tragiczny sposób ograniczone murami języka. Pilotka to przecież czapka, posłanka brzmi dwuznacznie itd. i na pewno obydwie profesje "brzmią" mniej poważnie niż męskie odpowiedniki. I faktycznie tutaj trzeba stwierdzić rzecz następującą - wyrazy wyrażające tradycyjne męskie profesje dziwnie się odmieniają w rodzaju żeńskim. Nowe nawyki językowe bardzo ciężko przyjmują się w języku i np. na razie "psycholożka" brzmi w języku polskim jak nazwa zupełnie nowej profesji, a nie kobieta zajmująca się psychologią.

Coś w tym jest, ale założę się, że w filmie o tym ani słowa:-)

sobota, 05 lutego 2011

W styczniu bieżącego roku w pewnym cichym o tej porze kurorcie odbyło się półoficjalne zebranie, na którym uczestniczyło wielu cenionych polskich psychiatrów, psychologów, neurologów, a nawet terapeutów. Najważniejszym głosem w sprawie była wypowiedź pewnego cenionego profesora, którego tezy są poniżej przytoczone.

- Nasza klasa polityczna, ludzie, dla których wszyscy wspólnie pracujemy; ludzie, których otaczamy najwyższą troską i uwielbieniem - oni posiadają ogromne problemy ze swoją psychiką i to fakt niezbity. Nie możemy zostawiać ich samych. Oni bowiem bezgłośnym głosem krzyczą po pomoc.

- Dobra materialne, pieniądze, stanowiska i ich faktyczne dziedziczenie, możliwość  swodobnego podróżowania po całym świecie na koszt podatnika, nieograniczony dostęp do atrakcyjnych partnerów i partnerek, brak jakiejkolwiek odpowiedzialności karnej za jakiekolwiek posunięcia itd. - to wszystko nie jest w stanie załagodzić nienasyconego apetytu  naszych bohaterów na władzę, pieniądze, zaszczyty. Alkohol i inne substancje psychoaktywne, antydepresanty, środki podbudzające czy też środki uspokajające z drugiej strony - to wszystko nie jest w stanie załagodzić permanetnego stanu żądzy zawłaszczania wszystkich możliwych sfer życia. Nawet możliwość szpiegowania i inwigilowania szarych obywateli,  co stanowiło do niedawna gratkę nie lada, już nie jest w stanie kompensować stanu nienasycenia.

- Nasi koledzy i koleżanki psycholodzy i terapeuci ciągle informują nas o fiasku wielu terapii wśród osób z tej grupy.  Z drugiej strony też już jesteśmy świadomi jak negatywnie na organizm ludzki wpływają mocne środki farmakologiczne. Często odnosimy pyrrusowe zwycięstwo, gdy nasz wspaniały polityk pozbywa się mani prześladowczej, otrzymując w zamian marskość wątroby.

- W połowie XIX wieku wspniałe badania doktora Smoły i profesora Pierza otworzyły nam nowe perspetywy działania. Prace te, niezwykle owocne i dające nadzieję na przyszłość, zostały niestety zarzucone. Istnieje jednak już dobra wola polityków do przywrócenia tej wspaniałej metody terapii do łask. Musimy ją przywrócić właśnie w stosunku do klasy politycznej, która żąda  naszej pomocy. Podstawą jest oczywiście izolacja naszych polityków, posiadamy przecież tyle wspaniałych ośrodków. Ponieważ politycy stanowią nasz największy skarb narodowy, powinniśmy ich chronić w jak największym stopniu.

- Uzupełnieniem wiodącego w terapii systemu doktora Smoły i profesora Pierza byłyby szereg działań terapeutycznych. Dobrym pomysłem jest zastąpienie diety poselskiej (lub innego tego typu uposażenia) dietą szpitalną. Przyzwolenie na stosowanie w uzasadnionych przypadkach terapii wstrząsowej też wydaje się mieć dobry grunt.

- Tylko takim jakże skomplikowanym systemem działań możemy przywrócić usmiech na ustach naszych ukochanych polityków, a o to nam przecież wszystkim chodzi.


Cardiacs - Tarred and Feathered

piątek, 04 lutego 2011

Przypomnijmy!

Poznali się wiele lat temu, gdy jeden malował kominy, a drugi był tajnym agentem na Zachodzie. Nieudany skok spadochronowy połączył te dwie osoby w dozgonnej przyjaźni. Pierwszy, co się okazuje, nie zajmował się wcale malowaniem kominów, ale fabrykowaniem mgły!!! Zakłady przemysłowe z Trójmiasta w ten sposób chciały ukryć wyrzucanie toksycznych substancji w powietrze. Była to trudna i niewdzięczna praca w sam raz jako kara dla spółdzielni pracy składającej się z opozycjonistów.

Agent miał tym razem dokonać spadochronowego skoku na Hamburg. Mgła nad Trójmiastem, wywołana przez Polaka, spowodowała błąd pilota. Pilot niechcący otworzył właz samolotu. Agent, czujny jak agent, zrobił pierwszy krok i mimo że wiedział, iż to nie Hamburg, nie zawahał się. Skoczył na komin i gdyby nie pomoc malującego kominy, niechybnie by zginął. Agent za swój przedwczesny skok nie został ukarany w Moskwie, ponieważ znalazł wreszcie wysokopostawionego szpiega w Polsce - szpiega na kominie.

Zrodziła się wielka przyjaźń i od razu pomysł, jak zlikwidować najbardziej czynnych opozycjonistów wszechczasów czyli braci Kaczyńskich - trzeba to zrobić przy pomocy mgły. Kaczyńscy zawsze byli nr 1. Przecież to oni założyli Solidarność i to oni skakali przez płot. Żeby mogli go przeskoczyć, potrzebna była trampolina z cyrku. Dostarczyli ją strajkujący cyrkowcy.

Największym jednak dokonaniem Jarosława Kaczyńskiego, a działo się to trochę wcześniej, bo w roku 1977r., było nieustąpienie miejsca na krześle Jackowi Kuroniowi. To największy i nadal niedościgniony czyn Prezesa.

Stan wojenny, jak wiadomo, wprowadzono po to, by wyłączyć z gry wielkich braci. Jarosław miał gorzej niż brat, bo był internowany w domu. Nic nie mogło być gorszego od oglądania telewizji, gdy nie były nadawane w ogóle żadne programy.

Gdy wielcy bracia dostali pokojową nagrodę Nobla, przed oczami odczytującego werdykt pojawiła się mgła, ktoś podmienił kartkę i jegomość ten wyczytał inne nazwisko. Dwójka wrogów nie próżnowała. Co za zuchwałość!

Łączność obu szpiegów została jednak zerwana i wielcy bracia mieli spokój na wiele lat. Spowodował to bohaterski ojciec Rydzyk, który tak zaangażował się w działalność opozycyjną, że musiał uchodzić z kraju. Wyjechał do RFN i tam przegonił wodą święconą podłego agenta do Moskwy.

Lata mijały. Agenci pieli się po stopniach kariery. Jeden został premierem, potem prezydentem i znów premierem. Drugi chciał być prezydentem, ale został tylko premierem.

Znów się zmówili. Nastąpiło to 7 kwietnia 2010 r. W trzy dni później niegdysiejszy malarz kominowy sam osobiście rozpylał mgłę...

A ojciec Rydzyk przecież ostrzegał. Mówiąc o szambie w pałacu prezydenckim na pewno miał na myśli zamach stanu.

czwartek, 28 października 2010

Tak wiele wpisów na forach internetowych, blogów, stron internetowych itd. zajmuje się śledzeniem tego, co aktualnie czyni Jarosław Kaczyński. Przyczyną tego stanu rzeczy jest sam Pan Kaczyński. Być może siłą napędową części z tych publikacji jest taktyka wyborcza przeciwników politycznych Jarosława Kaczyńskiego, jednak, moim zdaniem, w większości przypadków jest to prywatna rekacja obywateli na aktualne zachowania naszego bohatera. Ja przykładowo robię to w celach autoterapeutycznych - odreagowuję na blogu bieżące wydarzenia. Inspiracją była pewna wypowiedź robota Bendera (z animowanego serialu "Futurama") do mutanki Leeli:-)

Bardzo dobra odpowiedź na tytułowe pytanie jest zawarta we wpisie Dlaczego tyle piszemy o Kaczyńskim blogu Bigos polityczny. Moim wyjaśnieniem tego fenomenu jest wpis PIS jako partia leninowska. Może jednak jest tak, jak mówi sam Jarosław Kaczyński, że jako osoby krytykujące PIS, jesteśmy po stronie ZOMO i kieruje nami jakiś układ. Może zatraciliśmy poczucie rzeczywistości i jedynym Widzącym jest lider PIS-u.

Bardzo ciekawą odpowiedź daje Norman Davies. Wywiad z nim można przeczytać na stronie http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,8585357,Norman_Davies__Niewiele_jest_okresow_w_historii_Polski_.html Można śmiało powiedzieć, iż Davies jako jedna z nielicznych osób z Zachodu, posiada bardzo głęboką świadomość tego, co naprawdę się dzieje w naszym kraju. Często możemy spotkać na Zachodzie opinie o Polsce, które w ogóle nie mają faktycznego odniesienia do nas jako Polaków. Niby jesteśmy sąsiadami z UE, ale zrozumienie naszych racji, naszych obiekcji i sporów jest bardzo trudne dla ludzi Zachodu.

Norman Davies nie tylko "posiedział" trochę w Polsce i wie, "o co tu chodzi", ale też ma głęboką wiedzę, dlaczego tak tutaj jest. Mowa oczywiście o naszej historii. Davies, szokująco dla nas, myślących tradycyjnymi stereotypami typu "Grunwald", odsłania zarazem wielkość i lichotę naszej historii. Na pewno nie jest to taka jej wersja, jakiej chciał Roman Giertych na planowanych lekcjach historii patriotycznej. Z drugiej strony Davies nobilituje historię Polski jako historię państwa europejskiego.

Jeśli więc Norman Davies mówi coś o współczesnej Polsce, to należy tego uważnie wysłuchać, bo jak nikt inny, jest kimś "wśród nas", a zarazem jest osobą "z zewnątrz". Może dzięki temu widzieć więcej niż my, mających ciasną bieżącą perspektywę sporu politycznego.

Słowa Daviesa o PIS-ie są miażdżące. Nawet jeżeli ktoś się z taką opinią nie zgadza, warto  przemyśleć te sprawy.

 

 
1 , 2